10° Piątek
24 Listopada

Sob

Nie

Pon



mat. prasowe

Fajnie było wrócić do kuchni MasterChefa

Z Mariusze Szwedem finalistą programu „MasterChef” i właścicielem restauracji „Na Deskach” rozmawia Anna Sołtysiak.

Ostatnio znów mogliśmy oglądać Cię w telewizji, w odcinku specjalnym MasterChefa. Jak się czułeś wracając do programu?
– To emocje i przygoda życia. Fajnie było wrócić do kuchni MasterChefa. Przyszykowali nam sporą niespodziankę, bo nie mieliśmy pojęcia że będziemy gotować z dzieciakami. Zaskoczyło mnie to, że są one „ogarnięte” w kuchni. Wcześniej myślałem, że nie do końca tak jest, że telewizja pokazuje ich tylko z tej „lepszej strony”. Miło się zaskoczyłem. Podobało mi się, że gotowaliśmy w szczytnym celu, by komuś pomóc. Telewizja pokazała, że można się przy tym też dobrze bawić

Kapitanem drużyny była Luiza. Jak się gotowało pod komendą dziecka?
– Wiesz, przymykaliśmy trochę na to oko. Kulinarna wiedza dzieci, choć duża, jest inna od naszej. Dzieciaki nie mają tej zawziętości, że muszą być lepsze od kogoś. Wiadomo: każdy chce wygrać, ale tu zwycięzcą byli wszyscy. Luiza fajnie kierowała zespołem i miała spore pojęcie. Nawet ze mną dała sobie radę, a wszyscy mówili, że łatwe to nie będzie. (śmiech)

Mimo dużej przewagi odpadliście przy naleśnikach. Byłeś zły, że nie ty je smażyłeś?
– Byłem bardzo wkurzony.

To jak to się stało?
– Po każdej konkurencji ktoś musiał odpaść. Po pierwszym etapie podjęliśmy decyzję, że siłą rzeczy wyeliminujemy Luizę, bo wiadomo, że to była taka sztafeta i nie dałaby rady. Przez wszystkie trzy konkurencje starałem się tak spinać, żeby w nich prowadzić i faktycznie wygrywaliśmy w cuglach. I nagle Dominika mówi: ja zrobię naleśniki. Miała trzy minuty przewagi. Tylko, że Dominika jest perfekcjonistką. Po każdym naleśniku myła patelnię, przecierała papierem, a pierwszego wyrzuciła, bo był pęknięty. A tego jednego właśnie zabrakło... Trudno, nie udało się, ale przynajmniej wszyscy się dobrze bawiliśmy.

Jest coś, czego nauczyliście się od dzieciaków?
– Luzu. Oni nie czują kamery, zachowują się tak, jak by grali w piłkę przed blokiem. My dorośli, mimo tego że to była zabawa byliśmy spięci.

Po sporej przerwie ponownie poddałeś się ocenie jury, w tym Magdy Gessler.
– Choć z Magdą się lubimy, to mieliśmy małe spięcie. Co chwila sobie docinaliśmy. Niestety, nie wszystko można było zobaczyć w programie. Coś za co mogę Magdzie podziękować, to słowa uznania dla moich pierogów. Powiedziała, że były najlepsze jakie w życiu jadła. W tym wydaniu robiłem je po raz pierwszy i powiedziałem sobie, że jeśli zasmakują to wprowadzam je do karty.

Jak już mówimy o karcie i twojej restauracji, to szykują się jakieś zmiany poza nowym wystrojem?
– Lokal wcześniej przypominał taki klubowo-pizzerowy. Ostatnio mam więcej pomysłów na dania typowo restauracyjne. Zauważyłem, że wcześniejszy wystrój niekoniecznie przypadł do gustu gościom. Podjąłem decyzję, że robimy zmiany. Ale wystrój to tylko pierwszy krok. Następny to zrobienie drugiej sali restauracyjnej i całkowita zmiana ogródka. Karta będzie zmieniała się co trzy-cztery miesiące i chciałbym, żeby razem z nią zmieniał się wystrój. Zobaczymy ile się z tego da zrobić i jak to będą odbierać goście.
 


Anna Sołtysiak
anna.soltysiak@wprmedia.pl

Podobne artykuły


baner

Komentarze | 0

captcha

Klikając "Dodaj komentarz", akceptujesz regulamin dodawania opinii.

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy - dodaj swój komentarz