Mieszkańcy Malich nie chcą płacić za przejazd

RSS Drukuj A | A
Data publikacji: 4 grudnia 2009 20:27

O głośnej przed laty aferze budowlanej z Osiedlem „Czarnieckiego” nikt już by zapewne dziś nie pamiętał, gdyby nie najnowszy pomysł jej właściciela. Za części gruntu, przez który biegnie ulica, żąda od mieszkańców opłat za możliwość dojazdu do… własnych domów.

Firma deweloperska Graw-Bud-Lokal S.A. zapisała się w naszej pamięci dwoma wydarzeniami. Pierwszym było wybudowanie na przełomie wieku osiedla wielorodzinnych szeregowców na granicy Reguł i Malich, opisanego m.in. przez „Gazetę Wyborczą” jako jedna z największych afer budowlanych w regionie. Drugim stało się niedawne odrodzenie firmy po sześcioletnim niebycie upadłościowym i likwidacyjnym, i to odrodzenie z nowatorskim pomysłem zbierania opłat drogowych od mieszkańców.

Spółka upada, ale się podnosi

Oto okazuje się, że Graw-Bud budując Osiedle „Czarnieckiego” występował jedynie w roli generalnego wykonawcy. Sprzedawcą osiedla była jego bliźniacza spółka o nazwie „Wycena” z Łomży. Różne nazwy i adresy firm nie powinny mylić, bo zarząd obu spółek był w zasadzie ten sam. Różnił się kolejnością prezesowskich stołków i sposobem ustawienia członków rodzin w radach nadzorczych.

Pierwsze skrzypce w tej orkiestrze zawsze grał Józef R., czasami jako prezes, czasami jako wiceprezes. Gdy wyszła na jaw afera związana z wybudowaniem osiedla niezgodnie z planem zagospodarowania, projektem i prawem budowlanym, a nawet niezgodnie ze sztuką budowlaną, to właśnie Graw-Bud, jako odpowiedzialny za całe zło, został postawiony w stan likwidacji. Na zasadzie: nie ma winnego – nie ma winy. Wszystko po to, by w cieniu jego ofiary można było spokojnie dokończyć dzieła, sprzedając mieszkania jako firma „Wycena”.
Po wyprzedaniu mieszkań ona również została postawiona w stan upadłości. To był już wypróbowany sposób, skutecznie odcinający od natrętnych wierzycieli oraz od reklamacji mieszkańców.

Po deweloperze zostały mieszkańcom osiedla jedynie cieknące dachy, odpadające kafelki i wyboista, pozapadana ulica z betonowej kostki. No i jeszcze dające przynajmniej odrobinę satysfakcji niesprawdzone pogłoski, że za inną budowę jakiś sąd go w końcu dopadł i wsadził do więzienia.

Od wiosny 2004 r. po ogłoszonej upadłości spółka Graw-Bud-Lokal S.A. znajdowała się w likwidacji. Aż do czerwca 2009. Niespodziewane odrodzenie się było możliwe dzięki wykupieniu przez kogoś długu likwidowanej firmy (58 tys. zł), wystawionego już na internetową Europejską Giełdę Długów. Przy przejmowaniu upadającego przedsiębiorstwa takie zobowiązania wykupuje się zazwyczaj za przysłowiową złotówkę. Musi się tylko znaleźć, ktoś kto uzna, że opłaca mu się przejąć taki dług. Któż zechciał być takim filantropem dla upadłego Graw-Budu? Tym bardziej, że nowy właściciel wykazując znakomitą orientację w sprawach własnościowych ulicy wpadł od razu na pomysł zarabiania na niej pieniędzy.

Wielki „come back” Graw-Budu odbył się pod hasłem, że teraz nowy zarząd i nowi właściciele biorą się za sprzątanie starych nieporządków oraz zaniedbań na ulicy. Tak wynika z deklaracji w dostarczonych mieszkańcom pismach, wyznaczających wysokość opłat (do 200 zł miesięcznie od lokalu). Jako nowy prezes Graw-Bud-Lokal S.A. podpisuje je Waldemar S. Dziwnym trafem to samo nazwisko pojawia się na wspomnianej już Europejskiej Giełdzie Długów po hasłem: WARMES-Waldemar S. (dług do sprzedania 10.259 zł). Przypadkowa zbieżność nazwisk? Nawet jeśli tak, to bardzo pechowa dla obecnego prezesa Graw-Budu. Czy wiarygodny w roli menedżera spółki akcyjnej wydaje się człowiek, który narobił niespłaconych długów we własnej działalności gospodarczej?

- Pan Waldemar S. jest mieszkańcem naszego osiedla – przybliża nam sprawę jeden z jego sąsiadów z Osiedla Czarnieckiego – Był swego czasu zaufanym pracownikiem Graw-Budu i prezesa Józefa R. Zresztą, żeby przekonać się kto za nim stoi, wystarczy pojechać do obecnego biura w Warszawie, gdzie w pokoju w którym urzęduje firma, obok obecnego pana prezesa Waldemara S. siedzi były pan prezes Józef R.

Rzut oka w wypis z Krajowego Rejestru Sądowego wyjaśnia sprawę do reszty – także rada nadzorcza obecnej spółki składa się z rodzin obu panów. Sam były prezes Józef R. w dokumencie woli się nie ujawniać, ale jego obecność w biurze jest aż nadto wymowna.

Anatomia pomysłu na kasę

Graw-Bud formalnie jest nadal właścicielem działki pod częścią ulicy Czarnieckiego. To jedyne co mu zostało po sprzedaniu domów wraz z działkami, na których je pobudowano. Ulicy gminie nie przekazał, bo chciał ją Michałowicom koniecznie sprzedać, by na niej dodatkowo zarobić. Najpierw żądał od urzędu 1,5 mln zł, potem opuścił na 480 tys. zł. Bez skutku. Gmina tym razem nie dała się namówić na uległość.

- Nie mamy żadnego powodu, ani też możliwości finansowych, żeby zaspokajać tego typu pazerność deweloperską – mówi Sławomir Walendowski, przewodniczący Rady Gminy Michałowice, a zarazem wicenaczelnik Wydziału Inwestycji w pruszkowskim Starostwie Powiatowym

- Powszechnie przyjęte jest w kraju przy tego typu inwestycjach, że deweloper przekazuje gminie drogi dojazdowe za symboliczną złotówkę, natychmiast po wybudowaniu osiedla. Pozbywa się w ten sposób kłopotów z ich utrzymaniem i eksploatacją, a przecież koszty ich budowy, tak jak całej pozostałej infrastruktury, i tak wliczył w cenę sprzedawanych mieszkań, więc odzyskał je od klientów. Choć jesteśmy dość bogatą gminą, to nie stać nas na fundowanie tej firmie podwójnego zarobku na wybudowanej przez nią ulicy osiedlowej. Nasze środki inwestycyjne na drogi znajdują znacznie bardziej sensowne przeznaczenie, kierowane na budowę nowych dróg, tam gdzie ich w gminie jeszcze nie mamy. A potrzeby w tej materii są bardzo duże – dodaje.

Właśnie z nieugiętego stanowiska Gminy wziął się prawdopodobnie pomysł Graw-Budu, by reaktywować firmę i zacząć teraz zarabiać na swojej własności, pobierając od mieszkańców opłaty za… korzystanie z ulicy. Nie po to przecież bierze się na siebie stare zobowiązania, żeby uchodzić za filantropa.

Rachunek jest prosty: te 58 tys. zł starych długów, to nic w porównaniu do możliwego zysku z haraczu narzuconego na mieszkańców. Przy tej wielkości osiedla w dwa miesiące może być po długu, a za następne opłaty już sielanka i Karaiby. Trzeba tylko odpowiednio postraszyć mieszkańców („zagrodzimy ulicę”), znaleźć winowajcę jej złego stanu („gmina Michałowice, która zniszczyła nawierzchnię Czarnieckiego transportem budowlanym”) i uprawdopodobnić powód narzucenia haraczu („konieczność remontu ulicy i jej utrzymania”). Pisma z wezwaniami do opłat wrzucone do skrzynek pocztowych mieszkańcom ul. Czarnieckiego i sąsiedniej Zielonej (bo też przejeżdżają przez Czarnieckiego do swoich domów) aż roją się od przytaczanych bez ładu i składu paragrafów oraz wybiórczo dobranych cytatów prawnych.

Nie damy ani złotówki!…

Tym razem kreatywni menedżerowie Graw-Budu przestrzelili. Nie wzięli pod uwagę oporu wynikającego z ludzkiej pamięci o niechlubnej przeszłości firmy. Mieszkańcy podkreślają, że stan ulicy jest rzeczywiście zły, ale nie z winy transportu budowlanego, który ją rzekomo zniszczył, tylko z winy partactwa wykonawców z Graw-Budu. Budowali tą drogę byle taniej i byle szybciej, bez odpowiedniej podbudowy z kruszywa i bez odpowiedniego utwardzania. Metodą dobrą na ścieżki w ogródku, a nie na drogę publiczną. W efekcie ulica już po roku użytkowania pozapadała się w wielu miejscach i przypomina obecnie tor przeszkód.

- Traktujemy sprawę ze spokojem – mówi prezes jednej ze wspólnot mieszkańców na Osiedlu „Czarnieckiego” – Mamy trzy niezależne opinie prawne potwierdzające, że żądanie od nas opłat za ulicę jest z bezprawne. Chętnie weźmiemy udział w każdym ewentualnym procesie sądowym, który firma chciałaby wytoczyć mieszkańcom, za to, że jej tego haraczu za ulicę nie chcą płacić. Bardzo się przy tym cieszymy, że w tak niespodziewany sposób odrodził się deweloper, który zbudował nasze osiedle. Po wielu latach, kiedy usterki musieliśmy usuwać sami, teraz wreszcie mamy do kogo kierować nasze roszczenia reklamacyjne. Zacznijmy może rzeczywiście od ulicy. Musi ją Graw-Bud zbudować od nowa z własnych środków, bo od mieszkańców za to swoje partactwo nie dostanie ani złotówki!

Podobne wiadomości

Połączenie z Błękitną zależy od władz Pruszkowa

Dojazd do ul. Zielonej w Regułach w gminie Michałowice bardziej przypomina warunki panujące na rajdzie terenowym niż na drodze prowadzącej do osiedla w podwarszawskiej miejscowości. Kilku kierowców już przypłaciło jazdę tamtędy uszkodzeniem samochodu. Teraz, kiedy dodatkowo na drodze...

Deweloper znów blokuje ulicę

Firma deweloperska Graw-Bud-Lokal S.A. znów utrudnia życie mieszkańcom pruszkowskich Malich i michałowickich Reguł. Kilka dni temu ponownie zablokowała przejazdy przez ulice łączące obie miejscowości.

Komentarze 0

Dodaj komentarz Zamknij

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.

Jeszcze nikt nie wyraził swojej opinii. Możesz być pierwszy! Dodaj swój komentarz klikając na przycisk obok.

Daj nam znać! Wysyłaj zdjęcia, filmy!

Byłeś świadkiem wypadku
lub dramatycznego zdarzenia?
Coś cię zaskoczyło lub rozzłościło?

Wyślij SMS lub MMS na numer 600 924 925

Wyślij e-mail na kontakt@wpr24.pl

Wyślij zdjęcie / video przez formularz