13° Czwartek
21 Września

Pią

Sob




mat. prasowe

Mieszkaniec Piastowa drugi w ultramaratonie MER

Tomasz Sęk, mieszkaniec Piastowa zajął drugie miejsce w ultramaratonie Marriott Everest Run. W 24-godzinnym biegu pokonał 12 285 m po schodach.

To jedyna taka impreza w naszym kraju, podczas której można zdobyć szczyt Mount Everest bez potrzeby wyjazdu w Himalaje. W tym celu wystarczy udać się do pobliskiej stolicy i wziąć udział w Marriott Everest Run. To 24-godzinny bieg po schodach. Choć jest łatwiej niż w naturalnych warunkach wspinaczki na najwyższy szczyt świata, to wcale nie znaczy, że zadanie jest bajecznie proste. Aby osiągnąć wysokość Mount Everestu trzeba 65 razy pokonać 42 piętra Hotelu Marriott. To zadanie dla najbardziej wytrwałych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

W tym gronie znalazł się Tomasz Sęk, mieszkaniec Piastowa. Przez 23 godziny wbiegł 90 razy na 42 piętro hotelu, co pozwoliło mu na zajęcie drugiej lokaty w zawodach. Jak udało mu się osiągnąć ten sukces? – Biegam od pięciu lat. Jestem ultramaratończykiem więc uczestniczę w stukilometrowych biegach górskich i pokrewnych. Bardzo lubię chodzić po górach, byłem w Himalajach na sześciotysięczniku, w Kaukazie na pięciotysięczniku oraz kilku innych miejscach na świecie. Zacząłem biegać właśnie po to, aby mieć kondycję podczas chodzenia po wysokich górach – wyjaśnia Tomasz Sęk. – Myślę, że moje predyspozycje w biegach po schodach wynikają też z obycia w chodzeniu po górskim terenie z ciężkim plecakiem. Na tych zawodach było sporo zawodników o wiele lepszych odemnie w płaskich biegach, którzy są dla mnie wręcz poza zasięgiem, a tutaj przegrali zdecydowanie. To inna specyfika zawodów – dodaje.

Podczas biegu zawodnik z Piastowa pokonał 12 285 m po schodach, spalił ok. 17 tys. kalorii i wypił 13 litrów płynów. Jak twierdzi, wynik mógłby być znacznie lepszy, jednak plany pokrzyżowała grypa. – Na samym początku chciałem tylko ukończyć ten maraton, czyli osiągnąć wysokość Mount Everestu. Wyszło tak, że się nie zmęczyłem i postanowiłem powalczyć o zwycięstwo. Być może gdybym nie miał 38-stopniowej gorączki i grypy to pierwsze miejsce byłoby w zasięgu ręki – mówi Sęk.

Jednym z elementów treningu Tomasza Sęka jest bieg… do pracy. Zamiast wybrać się dowolnym środkiem lokomocji, zawodnik woli użyć własnych mięśni. W jedną stronę do pokonania jest 8,5 km. Ale z pracy trzeba wrócić, również biegiem, co w ogólnym rozrachunku daje 17 km biegu na dzień. Ponadto, Sęk czynnie uczestniczy w pruszkowskiej grupie morsów. Tomasz Sęk: – Morsowaniem zajmuję się od około trzech lat. W kilkadziesiąt osób spotykamy się w każdy weekend w Parku Mazowsze. Jest to grupa otwarta i udział nic nie kosztuje. Doskonale wpływa to na regenerację organizmu. Nawet osoby, które nie mają zbyt wiele wspólnego ze sportem mogą spróbować morsowania.

Najlepszą kobietą w biegu po schodach okazała się Maria Jurkitewicz, mieszkanka Milanówka. Zaliczyła 83 wejścia, czyli 11 329 m. Pozwolio to na uzyskanie piątego miejsca w klasyfikacji ogólnej. Natomiast wszystkich uczestników zdeklasował Robert Michalski, który łącznie zdobył 14 196 m. Oznacza to, że wspiął się na najwyższe piętro Hotelu Marriott aż 104 razy.

Impreza rozpoczęła się 6 lutego o godz. 9.00 i skończyła po pełnej dobie. Zawodnik sam decyduje jak wykorzysta swój czas. Oznacza to, że może robić przerwy w dowolnym momencie, a nawet pojechać do domu, przespać się i wrócić.


Seweryn Dębiński
seweryn.debinski@wprmedia.pl

Podobne artykuły


baner

Komentarze | 4

captcha

Klikając "Dodaj komentarz", akceptujesz regulamin dodawania opinii.

Gość

"Być może gdybym nie miał 38-stopniowej gorączki i grypy" - a tak straszą ludzi grypą

Gość

A ile kalorii zużył ten młody człowiek ? Jak się nie wie jak zużyć pożytecznie kalorie to się biega po schodach, ale co to daje oprócz satysfakcji dla wykonawcy.

Gość

brudne ściany w Mariottcie..

eiff

Brawo Tomasz!