17° Piątek
20 Października

Sob

Nie

Pon

Wt

Śr

Maciej Bochnowski

Odpalili w końcówce i mogą spać spokojnie

Fantastyczny finisz sezonu w wykonaniu koszykarzy Znicza Basket Pruszków. Zespół zanotował cztery zwycięstwa z rzędu i zapewnił sobie I-ligowy byt, bez konieczności gry w play-out.

Na początku sezonu wszyscy łapali się za głowy, a trener Marek Zapałowski siedział na gorącym krześle. Znicz Basket przegrał 5 z 6 spotkań. Później przyszło zwycięstwo z ekipą z Kłodzka (77:69), jednak poprawa była chwilowa. Pruszkowska drużyna przegrała kolejne dwa mecze. Zespół zajmował dolne rejony tabeli. Nie da się ukryć, że problemem było zgranie zawodników. Przed sezonem z Pruszkowem pożegnało się pięciu kluczowych graczy, m.in. Filip Put i Damian Janiak. – Nowi zawodnicy potrzebowali czasu, aby zaadaptować się do zespołu oraz otoczenia – przyznaje Marek Zapałowski, trener Znicza Basket.

Zespół potrzebował impulsu. Miał nim być doświadczony Andrzej Paszkiewicz, chodziło o wniesienie spokoju do drużyny. Zespół nadal grał w kratkę i w oczyzawodników zaczęło zaglądać widmo spadku. Znicz Basket znalazł się pod ścianą, zawodnicy poczuli, że ziemia się pod nimi ugina. Przyszedł mecz z Legią. Przegrany, ale w pewien sposób przełomowy. – Podczas meczu z Legią w Warszawie zaprezentowaliśmy się z dobrej strony. Podobnie było we wcześniejszym spotkaniu w Poznaniu, gdzie graliśmy lepiej, ale zabrakło jeszcze kilku elementów do zwycięstwa. Widzieliśmy, że coś drgnęło i funkcjonowaliśmy jako zespół. Potem przyszły zwycięstwa z KSK Noteć, SKK Siedlce, Spójnią i Kotwicą. Po każdym kolejnym triumfie nasza pewność siebie rosła, co było widać na parkiecie – przedstawia Zapałowski.

Cel był inny, ale jak się „nie ma, co się lubi...” –  Chcieliśmy grać w fazie play-off, ale nie udało nam się zrealizować tego celu w tym roku. Pomimo wszystko uważam, że spełniliśmy wymagania wobec siebie. W końcówce sezonu grało nam się dużo lepiej. Widać było, że zawodnicy rozwinęli swoje umiejętności, widoczna była poprawa w grze względem wcześniejszych spotkań. Zrobiliśmy postęp, a to jest dla nas najważniejsze – wyjaśnia trener pruszkowskiej drużyny.

Końcówka sezonu pokazała, że w zespole drzemie potencjał. W ciągu sezonu Znicz Basket wygrał 13 spotkań, przegrał 17. Łącznie zespół zdobył 43 punkty, co dało mu 10. pozycję w I lidze. Na pierwszy plan w drużynie wybił się Damian Cechniak, który w całym sezonie rzucił 327 punktów (średnio 10,9 pkt/mecz). Kroku starali się mu dotrzymywać Tomasz Madziar (322) i Damian Tokarski (296). Królem asyst okazał się Adrian Kordalski, który zanotował ich w sumie 150 (5,2 na mecz). Cechniak nie tylko punktował. W rundzie zasadniczej był najlepiej blokującym (1,6 na mecz) oraz drugim zbierającym (6,67). 

– Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie zobaczymy jak najwięcej zawodników z obecnej drużyny. Chcielibyśmy, żeby zostali w Pruszkowie. Znają realia, halę, środowisko, wiedzą jak się tu odnaleźć. Nie wszystko od nas zależy, gdyż wiadomo, że kluby będą szukały wzmocnień i przedstawiały różne oferty – zaznacza szkoleniowiec.


Jakub Małkiński
jakub.malkinski@wprmedia.pl

Podobne artykuły


baner

Komentarze | 1

captcha

Klikając "Dodaj komentarz", akceptujesz regulamin dodawania opinii.

Gość

Liczę na pozostanie większości zawodników. W przyszłym sezonie play-off