Przejście świeżo „wyremontowaną” kładką kolejową łączącą ulice Majową i 3 Maja w Pruszkowie dostarcza miejscami wrażeń godnych niemal testu sprawnościowego dla komandosów. Kłopot w tym, że z kładki korzystają głównie ludzie starsi (mieszkańcy pobliskiego osiedla kolejowego) oraz dzieci i młodzież szkolna.
O pechowej kładce nad torami pisaliśmy już w połowie czerwca. Inspirowani przez czytelników zaniepokojonych jej przedłużającym się, wielomiesięcznym remontem zadaliśmy wtedy pytanie wiceprezydentowi Andrzejowi Kurzeli o to, kiedy koniec? Odpowiedź wydawała się zadowalająca – miasto znalazło wreszcie solidnego wykonawcę, który do końca czerwca miał zakończyć remont i oddać kładkę do użytku.
Zobowiązania wykonał… do połowy, to znaczy oddał kładkę do użytku. Kłopot w tym, że wyremontowana jest też jedynie do połowy. Górna część schodów z obu stron nadal "świeci" dziurami w stopniach i "spływającym" starym asfaltem, a całe schody w stronę centrum pozostały zamknięte, w formie malowniczej ruiny.
- Wykonaliśmy remont jedynie w zakresie niezbędnym do doraźnego, bezpiecznego użytkowania – mówi nam dziś (18 sierpnia) wiceprezydent Kurzela – Nie ma sensu inwestowanie w jej generalny remont, skoro w najbliższych latach kładka będzie zupełnie zlikwidowana, a zastąpi ją przejście podziemne. W związku z planowaną przebudową linii kolejowej wszystkie przejścia nad torami na tej trasie zostaną zastąpione przejściami podziemnymi.
No i w zasadzie wypadałoby się cieszyć. Pytanie tylko, czy ten trwający od kilku miesięcy, doraźny remont załatwił sprawę bezpieczeństwa?


Komentarze 0