10° Piątek
24 Listopada

Sob

Nie

Pon



mastercheftvn.pl

Ten sukces jest z dań, z serca

Rozmowa z Mariuszem Szwedem, finalistą programu MasterChef i właścicielem restauracji „Na Deskach” w Komorowie.

Skąd u pana pasja do gotowania?
– Wzięła się od rodziców. W domu każdego dnia był dwudaniowy obiad. Gotował tata, gotowała mama, później, gdy rodzice więcej pracowali a ja byłem sam w domu, to przygotowywałem posiłki dla nich. W którymś momencie zobaczyłem, że gotowanie dla kogoś sprawia mi przyjemność. 

Programy kulinarne są popularne. Wziął pan udział w MasterChef i dostał się do finałowej trójki.
– Znajomi, którzy u mnie jadali zawsze wychodzili zadowoleni i najedzeni. Kiedyś powiedzieli, że powinienem iść do programu MasterChef. Myślałem o tym długo. Gdy się zgłosiłem było już po castingach. Postanowiłem poczekać do kolejnej edycji i się potoczyło... Wszyscy wiedzą, że miałem w programie spakowaną walizkę i w każdym odcinku mówiłem „Dobra, dziś to ja wylatuję”. Program mnie podbudował. 

Skąd pomysł na restaurację w Komorowie? Wielu kucharzy wybiera duże miasta, Warszawę, czy Kraków.
– Lubi pani wejść do knajpy, gdzie właściciel siedzi przy stoliku i z panią rozmawia? W Warszawie nie ma takiego lokalu. Ludzie przychodzą do mnie zjeść i porozmawiać. Na sierpień mamy 16 imprez zamkniętych. Życzę  każdemu takiego sukcesu po pół roku działalności. Ten sukces jest ze szczerości, z dań, z serca. To przyciąga ludzi. 

Na Deskach to nie tylko restauracja...
– Organizuję w lokalu darmowe warsztaty dla dzieci. Robią własną pizzę, każdy może się „pobabrać” w kuchni. Później pizza trafia do pieca i dalej na stół dla rodziców. Wszystko całkowicie za darmo. Współpracuję z biblioteką w Komorowie. Pomagamy też fundacjom Masterchef for Dogs, aKogo, Budzik czy WOŚP. Zostałem również ambasadorem akcji Czyste Tatry. Angażuje się w to, co się dzieje w okolicy.

Jakim jest pan szefem?
– Potrafię krzyknąć, rzucić talerzem, ale takie dni ma każdy. W przypadku zespołu też rozumiem, że można mieć gorszy moment. Jest mecz? Kibicujemy razem. Ktoś potrzebuje wolnego? Nie ma problemu. Ogólnie jestem przyjazny i wyrozumiały.

Spędza pan w pracy dużo czasu. Co na to rodzina? 
– Dzieci tęsknią a telefonem nie da się tego nadrobić. Żona bywa zdenerwowana. Ale wiadomo, że jak kogoś nie ma to serce boli. Zdaję sobie sprawę, że jak się chce coś zbudować to potrzebne jest poświęcenie.


Anna Sołtysiak
anna.soltysiak@wprmedia.pl

Podobne artykuły


baner

Komentarze | 5

captcha

Klikając "Dodaj komentarz", akceptujesz regulamin dodawania opinii.

Gość

Jedzenie srednie w na deskach, a pan nie znosi krytyki

Abolka

Dlaczego oceniacie człowieka jeśli go nie znacie?

Gość

Celebryta... buhahaha powinien być dopisek - artykuł sponsorowany.

Gość

Kto to jest nie znam człowieka?

Gość

Rodzina na końcu, kasa kasa kasa sława wzięła górą.